Problem ebooków czy głupota wydawców?

Problem ebooków czy głupota wydawców?

Ebooki w Polsce to jedna wielka pomyłka

Chcę kupić dwie książki, trochę niszowe. Spędziłem kilka popołudni szukając ich w formie ebooka. Najpierw jako pdf na jakimś chomiku, gdzie znalazłem jedynie zajawkę zachęcają do kupna (landing page był tak fatalny, że do transakcji nie doszło, albo to był zwykły scam czy seo-strona, na na jedno wychodzi). 

Szukałem w empiku w Arkadii. Książek nie ma nigdzie w Warszawie, jak to pan w informacji powiedział, mogą dla mnie zamówić, ale tylko jedną z tych książek. Za ponad 30zł. Empik to namiastka księgarni, to sklep z drogimi pierdołami! Więcej tam nie pójdę, by kupić jakakolwiek książkę.

Allegro znalazło 3 oferty w Warszawie, z czego jedna która mnie zainteresowała – za 20 zł, bez możliwości odbioru osobistego, z 8 zł za wysyłkę. O 5 zł taniej niż w empiku. Swoją drogą strona mobilna allegro gubi sesję i nie można zadać pytania sprzedawcy. Może inni mają więcej szczęścia z alledrogo. 

Polskie księgarnie internetowe (top10 z google na hasło księgarnia ebook) mają obie książki, ale tylko na papierze albo nie mają w ogóle. Nie chcę wydawać ponad 50 zł (+przesyłka) na coś, czego czytanie będzie dla mnie uciążliwe, odwykłem od czytania czegokolwiek na papierze. Nexus jest zawsze ze mną, pamięta gdzie skończyłem, łatwiej na nim robić adnotacje. Tymczasem ebooka czy audiobooka – brak.

Szukałem w Polsce, szukałem też na Amazon. Taniej niż w Polsce, łącznie kilkanaście usd za obie. Gdybym pozbierał zamówienia od znajomych, dorzucił tytuły, które zawsze chciałem kupić na amazon.com, to pewnie nawet bym się załapał na ichni free shopping do Polski.

W końcu znalazłem te książki. Na The Pirate Bay. Jedną jako epub, drugą jako audiobook, chyba w 20 plikach mp3. Po kilkunastu minutach wylądowały na N4 i N7, właśnie słucham audiobooka.

Jestem zniesmaczony rynkiem ebooków.

Czy to dla wydawców taki problem, by sprzedawać książki dla konkretnego choć ograniczonego grona odbiorców – właśnie jako ebook? Odpada koszt druku, transportu, magazynowania… Koszt marginalny jednego egzemplarza jest bliski zeru. Odwrotnie niż w przypadku papierowych książek z tzw. długiego ogona, które kupuje niewielka liczba osób. One kiepsko się sprzedają, długo leżą na magazynie. Tymczasem dostępne na rynku ebooki to najczęściej nowości i bestsellery, książki które zdobywają dużą popularność. Nie ogarniam tego.

Koniec końców moje 50 zł, moja górna granica, której nie chciałem przekroczyć, zostało w kieszeni. Znaczy się na koncie.

Może inni mają lepsze doświadczenia z kupowaniem ebooków?

Ps, autor którego szukałem nazywa się Hallowell. Może ktoś znajdzie jego ebooki po Polsku? 😉
Książki z tak wąskiej dziedziny, spoza własnej branży, lepiej czytać w rodzimym języku. 

Edit: Na B&N książka jest za kilka usd, ale 20 usd kosztuje przesyłka. Za 20 usd można dostać obie na audible, gdy zapiszemy się do ichniego programu partnerskiego. Chyba mimo wszystko odpuszczę 😉

  • Mnie też to irytuje. Nie lepiej zresztą jest z muzyką.

  • Od długiego czasu – thepiratebay + google music… Ewentualnie grooveshark czy jamendo i sprawa muzyki załatwiona. Na szczęście muzyka jest popularniejsza niż książki.

  • Google music nie działa w Polsce, Amazon również ogranicza część cyfrowych mediów, serwisy streamujące mnie nie obchodzą – wolę zapłacić za coś co wpadło mi w ucho i mieć możliwość posłuchania wybranego utworu w każdej chwili, Na Jamendo można znaleźć coś fajnego, ale trzeba się trochę nagrzebać. The PiratBay…

    A co do głupoty wydawców, kiedyś zapytałem Helion na ich stronie FB czemu mają tak mało pozycji w wersji cyfrowej, czy zamierzają coś zmieniać i problemem są tu głównie autorzy i inne podmioty posiadające prawa, którzy nie godzą się na wydanie elektroniczne lub stawiają wygórowane warunki. Podejrzewam, że inni wydawcy mają dokładnie takie same problemy.

  • W końcu znalazłem te książki. Na The Pirate Bay. Jedną jako epub, drugą jako audiobook, chyba w 20 plikach mp3. Po kilkunastu minutach wylądowały na N4 i N7, właśnie słucham audiobooka.

    Myślałem, że czasy chwalenia się piractwem bezpowrotnie minęły, ale jednak nie.

  • pecet

    akurat do muzyki już od jakiegoś czasu jest świetne spotify

  • @sebas86: Autor odsyła do sporej liczby miejsc, gdzie można książki kupić, w tym do polskiego wydawnictwa. A także do audible.com gdzie można kupić audiobook, ale za więcej niż książki papierowe, razem z transportem. Korci mnie, żeby napisać maila do autora.

    Google music działa, tylko trzeba wejść przez amerykański VPN i podać dane karty kredytowej, może być polska. Potem można te dane cofnąć i korzystac 😉
    Co prawda nie kupimy tak ichniej muzyki (chyba żeby znów wejść przez VPN)

    Śmieszy mnie to, że można dostać kasety z nagraniem audiobooka na Amazon za mniej niż kilka dolarów. Nie mam w domu żadnego urządzenia odtwarzającego kasety.

    @quest: To tylko pokazuje, jak autorzy (i wydawcy) tracą przez swoją zachłanność. Ja naprawdę byłem gotowy zapłacić za książki, tylko na latającego potwora spaghetti, w formacie który dam radę wykorzystać, czyli elektronicznym.
    Gdybym nie znalazł książek w sieci, poszedłbym do normalnej biblioteki pedagogicznej i dostawał cholery czytając książki na papierze. W obu przypadkach – autor nie zarabia na mnie.

  • Zgadzam się – najbardziej jednak intryguje to, że niekiedy szukane książki nie są dostępne co prawda w postaci EPUB/MOBI, ale można je znaleźć jako PDFy, które czasem doskonale tłumaczą się do ebookowych formatów.

    A ceny ebooków na Amazonie są szalone. Praktycznie każda książka, która mnie interesuje, to koszt 30 USD… koszty dystrybucji i papieru im odpadają, to czemu tyle zdzierają? Gdybym mógł za 150zł kupić 10-15 e-książek, pewnie chętnie bym zapłacił. A tak – szukam innych ciekawych rzeczy do czytania. Przykładowo, przeczytałem już przynajmniej z dziesięć pozycji stąd: http://stackoverflow.com/q/194812/1091116

  • sprae

    d33tah: Od kiedy cena jest odpowiednikiem kosztów produkcji? To raczej ich maksymalna możliwa wielokrotność.
    Wg innej szkoły cena jest dla 20% ludzi, którzy zapłacą 80% przychodów – wielbicieli.
    A wg jeszcze innej cena to 3x koszty wytworzenia.
    A wg pospolitej to wynik popytu i podaży. Czyli im większy popyt, tym większa cena.

  • Wiesz, nie robię sobie iluzji, że cena jest wyłącznie odpowiednikiem kosztów produkcji, ale spójrzmy prawdzie w oczy – Amazon ma o mnie wystarczająco informacji, żeby „podjąć decyzję” z punktu widzenia ekonomii – nietrudno dotrzeć do informacji, że z mojej strony popyt jest dość elastyczny i książki FLOSS i tak trafiają potem na mojego Kindla, ale już bez żadnych opłat. Patrzyłem wcześniej, czy Pro Git nie da się jakoś wygodnie „kupić” ze strony internetowej za mniejszą sumę – Amazon wydaje się być jedyną opcją.

  • Wg innej szkoły cena jest dla 20% ludzi, którzy zapłacą 80% przychodów – wielbicieli.

    Ta mi się bardzo podoba, będę więc dalej sępił na promocjach, płacąc tyle ile uważam za słuszne.

    Co do kosztów to niby jest mały ułamek całości (w zależności od źródła 10-30% wartości książki), ale taką wartość można uzyskać dopiero przy odpowiednio dużym nakładzie, wydanie elektroniczne jest więc bardziej opłacalne z punktu widzenia materiałów specjalistycznych i niszowych. I do tego odpada cała logistyka (niby też jakieś śmieszne ułamki, ale sumarycznie dają całkiem sporo). Pozostaje jeszcze tylko złodziejski VAT, który fajnie jakby nie zżerał profitów jakie daje e-wydanie.

    A polityka cenowa Amazonu jest rzeczywiście zabawna. Z przyjemnością kupowałbym u nich książki, ale dopłacać komuś do Kindla nie zamierzam (niby Bezos mówił, że nie chce zarabiać czy nie zarabia na czytnikach i chce zarabiać na książkach, ale jakoś nie wydaje mi się żeby sprzedawali czytniki poniżej kosztów). Polski rynek wydaje mi się pod tym względem bardziej zdroworozsądkowy (przynajmniej jeśli chodzi o ceny).

    Co do proxy, zmiany adresu aby działało Google Music czy Amazon, to nie o to chodzi. Po pierwsze w jakiś sposób łamiesz prawo poświadczając nieprawdę (zabawna sprawa, ale wg prawa lepiej ściągnąć coś niż zapłacić i obchodzić ograniczenia regionalne), po drugie jak nie chcą mojej kasy to nie… są miejsca gdzie nie mają z tym problemu.